Sprzedajesz rzeczy z domu i dostajesz przelewy. Fiskus ma określone zasady
Platformy sprzedażowe przekazują skarbówce dane o transakcjach. Sprawdź, kiedy sprzedaż używanych rzeczy nie rodzi podatku, a kiedy urząd może uznać ją za działalność zarobkową.
Od lipca 2024 roku platformy takie jak Vinted, OLX czy Allegro mają obowiązek raportować do skarbówki dane sprzedawców, którzy w ciągu roku przekroczą 30 transakcji lub 2 tys. euro – jak podaje Interia. Przekazywane są m.in. imię i nazwisko, adres, PESEL lub NIP, numer konta oraz suma wypłat w rozbiciu na kwartały.
Same raporty nie oznaczają jednak, że trzeba płacić podatek. Kluczowe jest to, co i w jakiej skali sprzedajemy. Wyprzedaż prywatnych rzeczy – ubrań, mebli czy sprzętu – co do zasady nie generuje podatku, o ile od końca miesiąca zakupu upłynęło pół roku.
Inaczej sprawa wygląda, gdy kupujemy towar z myślą o dalszej odsprzedaży albo sprzedajemy własne wyroby. Wtedy urząd może uznać, że prowadzimy działalność zarobkową. Można ją rozliczać w ramach działalności nierejestrowanej, której limit od 1 stycznia 2026 roku wynosi 10 813,50 zł kwartalnie, czyli 225 proc. minimalnego wynagrodzenia. Po przekroczeniu tego progu konieczna jest rejestracja firmy.
Co to oznacza w praktyce
Dla osób sprzedających okazjonalnie nic się nie zmienia – nadal nie zapłacą podatku od prywatnej wyprzedaży. Warto jednak zachować paragony i faktury zakupu, bo to one najlepiej dowodzą, że pozbywamy się rzeczy kupionych na własne potrzeby.
- Zbieraj dokumenty zakupu – paragony i faktury pozwolą wykazać prywatny charakter sprzedaży w razie pytań z urzędu.
- Uważaj na regularność – wiele nowych sztuk tego samego towaru albo szybka odsprzedaż świeżych zakupów mogą zwrócić uwagę fiskusa.
- Pilnuj limitu – jeśli sprzedaż zaczyna przypominać biznes, sprawdź, czy mieścisz się w kwartalnym progu działalności nierejestrowanej.
Źródło
Tekst opracowany przez redakcję na podstawie źródła, nie jest jego tłumaczeniem. Widzisz błąd? Napisz do nas.